Terroryzm pocztą i kurierem

Dodane przez admin dnia 04/22/2011 w kategorii Ciekawe artykuły | komentarze

Krótko przed świętami Bożego Narodzenia w ambasadach Szwajcarii i Chile w Rzymie dwie osoby zostały ranne przy odpakowywaniu zaadresowanych do dyplomatycznych placówek przesyłek zawierających bomby.

Już po świętach odnaleziono także paczkę zawierającą ładunek wybuchowy, która została doręczona do rzymskiej ambasady Grecji. Niebezpieczna przesyłka została na szczęście wykryta i rozbrojona. Do zamachów przyznali się włoscy anarchiści, którzy korzystali, jak twierdzi policja, z włoskiej infrastruktury pocztowej. Nie było to pierwsze działanie anarchistów z Italii, w 2003 roku dwie przesyłki eksplodowały w domu ówczesnego szefa Komisji Europejskiej, byłego premiera Włoch – Romano Prodiego. Znacznie dalej idące plany mieli anarchiści z Grecji, którzy „bombowe” przesyłki rozsyłali do celów zarówno w Grecji jak i w Europie. Część prawie dotarła do adresatów. Przesyłka do Kanclerz Niemiec Angeli Merkel została unieszkodliwiona już w Urzędzie Kanclerskim w Berlinie, wśród szczęśliwców, którzy nie znaleźli się w pobliżu „zabójczej korespondencji” byli m.in. Prezydent Francji – Nicolas Sarkozy i premier Włoch Silvio Berlusconi.

Ataki greckich terrorystów wywołały bezprecedensowe w Helladzie 48 godzinne wstrzymanie poczty lotniczej. Początek listopada przyniósł także bomby na pokładach samolotów kuriersko – logistycznych potentatów. W przypadku paczek transportowanych przez FedEx i UPS terrorystyczny trop prowadzi do Jemenu.

Historia zna wiele przypadków dostarczania niebezpiecznych przesyłek pocztą. Czy ostatnie natężenie działań terrorystycznych „z użyciem” usług pocztowych i kurierskich wskazuje na „odkurzenie” tej metody w terrorystycznym arsenale? Czy operatorzy pocztowi i firmy kurierskie są w stanie przechwycić niebezpieczne przesyłki na etapie ich sortowania? Czy zapewnienie bezpieczeństwa, finalnie, i tak nie spadnie na korzystających z usług poczt i kurierów?

Bomba w paczce, wąglik w liście

Wysłanie materiałów wybuchowych pocztą nie jest żadną nowością i jak twierdzi mój rozmówca – doktor Bartosz Bolechów z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego – tego typu metody wpisane są w działania terrorystów: – „Terroryści zawsze byli skłonni korzystać z infrastruktury przeciwnika, na obu poziomach: komunikacyjnym i taktycznym. Usługi pocztowe, czy kurierskie w pełni wpisują się w logikę terroryzmu, podobnie jak usługi komunikacyjne, np. porwanie samolotu i wykorzystanie go jako ładunku wybuchowego.” – mówi doktor Bolechów. Można śmiało powiedzieć, że dostarczanie materiałów wybuchowych za pomocą poczty ma solidnie udokumentowaną historię, jednak nie można stwierdzić, że jest to najskuteczniejsza z metod w terrorystycznym arsenale. – „Jest to praktyczna metoda wykorzystywana do precyzyjnego dostarczania ładunku wybuchowego konkretnemu adresatowi. Jak pokazuje historia, metoda jest jednak stosunkowo zawodna. Istnieje przecież szansa wykrycia ładunku zanim dotrze do adresata, przedwczesnej jego detonacji, otwarcia i zdetonowania ładunku przez niewłaściwego odbiorcę.”- tłumaczy doktor Bolechów.

Wraz z rozwojem usług pocztowych i kurierskich, terroryści mieli większe możliwości dotarcia do instytucji, czy osób, które miały być celem terrorystycznego ataku. Różnie, policja i służby specjalne radziły sobie z wykrywaniem sprawców. Słynnego Unabombera, schwytano 17 lat po wysłaniu pierwszej bomby. Theodore Kaczynski – terrorysta – odludek, kiedyś świetnie zapowiadający się matematyk miał wysłać 16 bomb, cały czas trwają dyskusje, czy nie było ich więcej. „Udowodnione” ładunki wybuchowe w przesyłkach kosztowały życie 3 osoby, 23 raniły. Unabombera tropiła: Policja, FBI i oddelegowani specjaliści z amerykańskiej poczty. Sześciocyfrowa nagroda za pomoc w ustaleniu sprawcy bardzo długo nie mogła zostać wypłacona. Z pewnością „paczkowa” anonimowość dosyć długo pozwalała terroryście żyć na wolności.

Ksenofob z Austrii – Franz Fuchs przez 4 lata starał się „rozwiązać” problem mniejszości narodowych w swoim kraju, przy pomocy dostarczanych przez pocztę paczek z bombami. Na jego celowniku znajdowali się nie tylko znienawidzeni obcokrajowcy, ale także Ci którzy według terrorysty mieli im pomagać. Efekt? Ponad 20 wysłanych paczek, 4 ofiary śmiertelne, 15 rannych.

Bomba w paczce to także metoda walki partyzanckiej, czego najlepszym przykładem jest działanie argentyńskiej peronistowskiej grupy Montoneros. Także służby specjalne nie stroniły od tej metody „rozwiązywania problemów”. Nie jest tajemnicą, że m.in. izraelski Mossad korzystał z usług poczty, aby nadawać „zabójcze paczki” celom, które miały być zlikwidowane.

Nie paczki, a zwykłe listy w 2001 roku służyły do wysyłania „korespondencji” ze śmiertelnymi laseczkami wąglika w Stanach Zjednoczonych. 22 osoby zostały zakażone, 5 osób zmarło a kraj na długo pogrążył się w „wąglikowej” panice. Po tych wydarzeniach amerykańska poczta zainstalowała w największych centrach dystrybucyjnych specjalne urządzenia mające wykrywać wąglika w transportowanej korespondencji.

Czy mimo wielu udokumentowanych przypadków używania infrastruktury pocztowej i kurierskiej do dystrybucji ładunków wybuchowych, czy szerzenia bioterrorystycznego zagrożenia, możemy mówić, że nie będzie to metoda, która teraz z dużą siłą wróci „do łask” terrorystów? Czy świat w którym codziennie dostarczane są setki milionów przesyłek, gdzie czas dostawy skraca się, nie stwarza dodatkowego argumentu dla rozmaitych organizacji na takie prowadzenie terrorystycznych działań?

Doktor Bolechów dostrzega problem, ale jest daleki od jego demonizowania. – „Problemem może się okazać nie tyle wykorzystywanie przesyłek do ataków na konkretne osoby, co do wywoływania paniki i zakłócania usług pocztowych i kurierskich. Proszę sobie wyobrazić konsekwencje wysyłania w falach „podejrzanych” paczek, niekoniecznie rzeczywiście niebezpiecznych. Moim zdaniem, tego rodzaju zachowania należy traktować jako metodę destabilizowania funkcjonowania jednej z ważniejszych infrastruktur współczesnych społeczeństw, ale nie przeceniałbym jej skuteczności. Nieprzypadkowo jest to cały czas stosunkowo rzadko stosowana taktyka w terrorystycznym arsenale.”

Kto zapłaci za bezpieczeństwo?

Usługi pocztowe i kurierskie służyły, służą i zapewne jeszcze nie raz posłużą terrorystom. Zawsze w takich przypadkach kluczowe jest pytanie o bezpieczeństwo. Jak je zapewnić, wszystkim tym, którzy na drodze przesyłki znajdują się od momentu jej nadania? Bezpieczeństwo jest kwestią nadrzędną, ale niezwykle istotną sprawą jest kwestia jego finansowania. Niektóre pocztowo-kuriersko-logistyczne korporacje, tuż po listopadowych zamachach, wysyłały uspokajające komunikaty z informacjami o poprawie bezpieczeństwa i niezbędnych inwestycjach. Historia uczy, że trzeba działać błyskawicznie, przecież expressowo doręczona przesyłka, która ostatecznie pozbawia adresata życia lub zdrowia, nie jest najlepszą reklamą dla firmy.

Amerykański powszechny operator pocztowy musiał podejmować jak najszybsze kroki po atakach wąglikiem. Z jednej strony, kluczowe było, aby śmiertelną substancję, w razie ponownego zagrożenia wykryć, z drugiej zaś strony, aby zażegnać gigantyczną falę paniki po atakach, która ze względu na „listową” specyfikę utożsamiana było jednoznacznie z pocztą. Czy jednak nie okazuje się, że w końcu bezpieczeństwo sami sobie zapewnią…konsumenci? – „Ponoszenie kosztów bezpieczeństwa to problem szerszej natury. Możemy tutaj mówić o swoistej „prywatyzacji bezpieczeństwa”, która musi prowadzić do wielu paradoksów. Takim jest oczekiwanie ze strony firm prywatnych, iż podatnicy będą nie tylko korzystać z ich usług na zasadach w pełni komercyjnych, ale również przyczyniać się do ich bezpieczeństwa na zasadach „odpowiedzialności społecznej”. Jest w takiej „hybrydyzacji” systemów spora doza hipokryzji. Jeśli środki bezpieczeństwa będą także dotowane ze środków budżetowych, to będzie można śmiało powiedzieć, że koszty przerzucone są na usługobiorców.” – argumentuje doktor Bolechów.

autor: Miłosz Kołodziej
artykuł pochodzi ze strony www.pocztowokurierski.pl

Comments are closed.